Ewangelia wg św. Mateusza (1964) reż. Pier Paolo Pasolini
Pasolini nadaje historii Jezusa wymiar humanistyczny. Dał
portret Jezusa (w tej roli Enrique Irazogni, student hiszpański) rewolucjonisty
i męczennika, składającego ofiarę z życia w imię uciśnionych i sprzeciwu wobec
niesprawiedliwości. Jezus jest przyjacielem ubogich, pocieszycielem
uciśnionych, obrońcą odrzuconych i pogromcą faryzeuszy. Przedstawiony jest jako
pierwszy rewolucjonista, który stanął po stronie ludu przeciw najwyższym
władcom żydowskim. Charakterystyczne w filmie są również odniesienia do dzieł
malarskich (obrazy Giotta, freski Piero della Franceski, czy twórców
współczesnego ekspresjonizmu), w połączeniu z bogactwem oprawy muzycznej (Bach,
Mozart, Prokofiew) czynią film Pasoliniego prawdziwym dziełem sztuki. Niemniej
jest to jedna z wizji: Jezus oczami Pasoliniego. Każdy ma własne oczy i
dostrzega w Jezusie te bądź inne cechy, bo potrzebuje jakby innego Jezusa. Na
swoją własną miarę. Jest też lubiany przez innych, jak sądzę z powodu
zwyczajności obrazu, bez nadzwyczaności i spektakularnych boskich ingerencji.
Mnie osobiście nie porwał, pewnie dlatego, że nie taki obraz ewangelii
wypracowałem sobie przez lata. Jezus z filmu Pasoliniego jest do tego stopnia
zwyczajnym, jednym z tłumu, że ostatecznie aż trudno uwierzyć, że dwa światy
właśnie w Nim znalazły swe spełnienie. Poza tym On sam jakby nie do końca
rozumiał kim jest; również Jan Chrziciel pytał go przez uczniów, czy jest tym,
który miał przyjść. Pasolini przeczytał Ewangelię, przeżuł ją i stworzył własną
wizję. Co zadziwiające jest to wizja dość spójna i wcale aż tak bardzo nie
odbiegająca od pierwowzoru. Owszem pominięte zostało kilka ważnych scen
(biczowanie, wskrzeszenie Łazarza, praktycznie nieobecna jest też Maria
Magdalena), a reszta jest opowiedziana w innej chronologii, a jednak w jakiś
sposób Pasoliniemu udało się pozostać bliskim Ewangelii. 7/10

Komentarze
Prześlij komentarz