Mrożony Peppermint (1967) reż.Carlos Saura
Julián, samotny lekarz w średnim wieku, spotyka Pablo, dawno
niewidzianego kolegę z dzieciństwa. Podczas spotkania dowiaduje się, że Pablo
ożenił się z Eleną, atrakcyjną, młodszą blondynką. Julián uświadamia sobie, że
jest to kobieta, którą spotkał kiedyś w czasie lokalnego święta i wówczas
zauroczył się nią. Elena jednak zaprzecza, aby to była ona. W gabinecie Juliána
pracuje łudząco podobna do Eleny skromna brunetka Ana, której Julián dotychczas
nie dostrzegał w sposób inny, niż wyłącznie zawodowy. Postanawia przeobrazić
nieśmiałą pielęgniarkę w kopię żony kolegi. Julián ulega silnej fascynacji
uwodzicielską Eleną; wydaje się, że z wzajemnością. Opowieść o strukturze
obsesji i ukrytych namiętnościach. Irracjonalny, ale da się oglądać.
Mistrzostwo nieefektownego kina + Geraldine Chaplin. Ma się wrażenie, że
wszystko Saura ma pod swoją kontrolą. Nad wszystkim czuwa. Od początku do końca
wie, czego chce i po swojemu powoli posuwa się do przodu – scena po scenie. Owy
spokój rodzi ciekawy nastrój wyciszenia sprzyjający penetrowaniu psychiki
bohaterów. Bo uczucia są wewnątrz i trzeba do nich dotrzeć. Zagrane jest to
nieźle, w sumie nie żałuję, że obejrzałem, ale fabuła jest totalnie taka sobie.
6/10

Komentarze
Prześlij komentarz