Reżyseria Juliusz Machulski: Kingsajz (1987)
W podziemiach Instytutu Badań Czwartorzędu istnieje kraina zwana Szuflandią. Jej pejzaż tworzą szuflady, segregatory i inne atrybuty urzędniczej rzeczywistości. Panuje tu nadszyszkownik Kilkujadek, który z pomocą zaufanej świty trzyma swoich "kumotrów" za twarz, by przypadkiem żaden z nich nie wykrył tajemnicy Kingsajzu, czyli eliksiru pozwalającego krasnoludkowi uzyskać rozmiary człowieka i zamieszkać w krainie ludzi, obfitującej w wolność, kobiety i inne atrakcje. Przypadek sprawia, że alchemik Adaś samodzielnie uzyskuje Kingsajz. Ale są osoby, którym bardzo zależy, by ta tajemnica nie wyszła na światło dzienne. Historia i postacie w tym filmie są trywialne. Wszystko czarno - białe, karty wyłożone od początku na stół. Zero budowania postaci, wrzucone kilka stereotypów. Świetne efekty specjalne można powiedzieć że wręcz znakomite jak na 87r ale nie wiem sam film jakoś szczególnie mnie nie porwał ani też nie rozśmieszył... Rozumiem ukryty przekaz tego filmu i nawet nie mam jakichś wielkich zastrzeżeń ale chyba nie każdy film musi się każdemu podobać i to jest właśnie taki film co oczywiście nie znaczy że jest zły..... 5/10

Komentarze
Prześlij komentarz