Wszyscy wygrywają (1990) reż. Karel Reisz
Sprawiająca wrażenie dobrej Samarytanki Angela Crispini (Debra Winger) wynajmuje prywatnego detektywa (Nick Nolte), żeby ten pomógł je w udowodnieniu, że nastolatek siedzący w więzieniu za morderstwo jest niewinny. Jego dochodzenie odkrywa ogromną korupcję w mieście Connecticut i to, że jego zleceniodawczyni udaje kogoś, kim naprawdę nie jest!
„Wszyscy wygrywają” (1990), reż. Karel Reisz — recenzja 6/10
Są takie filmy, które sprawiają wrażenie lepszych, niż w rzeczywistości są. Wszyscy wygrywają (Everybody Wins) w reżyserii Karel Reisz to właśnie taki przypadek — kryminał z ambicjami, ciekawym klimatem i solidną obsadą, który jednak nigdy nie wykorzystuje własnego potencjału do końca. Film z 1990 roku, oparty na sztuce autorstwa Arthur Miller, próbuje połączyć noir, dramat psychologiczny i historię o lokalnej korupcji, ale momentami gubi rytm i emocjonalny ciężar opowieści.
Fabuła kręci się wokół prywatnego detektywa Toma O’Toole’a, granego przez Nick Nolte, który zostaje wciągnięty w sprawę młodego chłopaka skazanego za morderstwo. Zlecenie dostaje od tajemniczej Angeli Crispini (bardzo dobra Debra Winger), kobiety równie intrygującej, co niepokojącej. I właśnie ten duet aktorski ciągnie film przez większość seansu — chemia między bohaterami działa, a atmosfera nieustannej niepewności potrafi zainteresować.
Problem zaczyna się wtedy, gdy historia próbuje być bardziej skomplikowana, niż faktycznie jest. Śledztwo pełne niedopowiedzeń i lokalnych układów brzmi obiecująco, ale scenariusz nie zawsze potrafi utrzymać napięcie. Niektóre zwroty akcji wydają się rozmyte, a emocjonalna stawka nie wybrzmiewa tak mocno, jak powinna. Film chwilami przypomina kino neo-noir z lat 70., lecz brakuje mu ostrości i wyrazistości najlepszych przedstawicieli gatunku.
Jednocześnie trudno ten film skreślić. Widać tu rękę doświadczonego reżysera, czuć klimat prowincjonalnej Ameryki i moralnego rozkładu małego miasta. Jest też coś hipnotyzującego w sposobie, w jaki Reisz prowadzi niejednoznaczność bohaterów — szczególnie Angeli, która do końca pozostaje zagadką.
6/10 — film nierówny, momentami frustrujący, ale mający swój klimat i kilka naprawdę mocnych elementów. Nie jest to zapomniane arcydzieło, raczej ciekawostka dla fanów kryminałów noir i kina z początku lat 90., którą ogląda się z umiarkowanym zainteresowaniem i lekkim poczuciem niewykorzystanej szansy.

Komentarze
Prześlij komentarz