Drzwi (1988) reż. Banmei Takahashi

Pani Honda mieszka wraz z mężem i synkiem w bogatej dzielnicy Tokio, w pięknym apartamencie, z którego rozciąga się równie piękny widok na metropolię. Kobieta zajmuje się domem i dzieckiem, podczas gdy jej mąż zarabia pieniądze, by zapewnić rodzinie dobrobyt – to staroświecki, ale dość powszechny w Japonii lat 80. podział ról. Początkowo wszyscy się w nim odnajdują. Jednak w strażniczce domowego ogniska zaczynie narastać frustracja, gdy do drzwi zadzwoni natrętny domokrążca, z którym pani Honda wejdzie w otwarty konflikt.Podoba mi się ten kicz lat 80. w zderzeniu z giallo, „Lśnieniem” i horrorem o stalkingu. Czasem bywa niepokojąco, czasem cringowo, ale na mnie działa. Ma dużo kreatywnych ujęć i pomysłówTo jest bardzo ciekawy i dziwny film. Wybitna muzyka, scenografia, połączenie horroru stalkingu (który niesamowicie do mnie trafia) z elementami groteski. Niekonwencjonalnie o tradycyjnym modelu rodziny tego okresu.Kameralny film, ale jakże ważny dla japońskiego kina gatunkowego. Zredefiniował japońską grozę, wprowadzając do niej elementy domowej paranoi i lęku przed gwałtowną urbanizacją.Ekscentryczne rozwiązania sprawiają, że jest to dzieło bardzo wyraziste. Fabuła bywa frustrująca, więc bardziej mnie interesowały sceny pomiędzy atakami specyficznego oprawcy.

Komentarze