Kansas (1988) reż. David Stevens

„Kansas” (1988) – podróż, która wymknęła się spod kontroli „Kansas” z 1988 roku to połączenie dramatu, thrillera i kina drogi, w którym zwyczajna podróż niespodziewanie zamienia się w niebezpieczną walkę o wydostanie się z kryminalnej pułapki. W głównych rolach występują Matt Dillon jako Doyle Kennedy oraz Andrew McCarthy jako Wade Corey. Wade jedzie do Nowego Jorku, gdzie ma być drużbą na ślubie przyjaciela. Jego plany komplikują się, gdy w pożarze samochodu traci dokumenty, pieniądze i praktycznie cały dobytek. Podczas dalszej podróży poznaje Doyle’a Kennedy’ego. Początkowo przypadkowa znajomość szybko okazuje się fatalna w skutkach. Kennedy wciąga Wade’a w napad na bank, przez co niewinny dotąd bohater zostaje uwikłany w przestępstwo i zaczyna obawiać się policji. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że ma przy sobie część skradzionych pieniędzy, a niebezpieczny Kennedy nie zamierza pozwolić mu po prostu zniknąć. Największą zaletą „Kansas” jest właśnie relacja między dwoma głównymi bohaterami. Wade jest człowiekiem, który znalazł się w niewłaściwym miejscu i czasie, natomiast Kennedy stanowi jego przeciwieństwo – jest nieprzewidywalny, impulsywny i coraz bardziej niebezpieczny. Matt Dillon dobrze sprawdza się w roli człowieka, którego zachowanie budzi jednocześnie niepokój i ciekawość. Andrew McCarthy przekonująco pokazuje natomiast zagubienie Wade’a i jego próby powrotu do normalnego życia. Film ma również specyficzny klimat amerykańskiej prowincji. Farma, małe miejscowości, rozległe przestrzenie i drogi Kansas tworzą spokojne tło dla historii, w której napięcie stopniowo narasta. Ten kontrast działa na korzyść filmu – pozornie bezpieczne otoczenie nie oznacza, że Wade rzeczywiście może czuć się bezpieczny. Nie wszystkie elementy fabuły są równie przekonujące. Niektóre wydarzenia opierają się na zbiegach okoliczności, a zachowania bohaterów bywają podporządkowane temu, aby historia mogła rozwijać się w określonym kierunku. Tempo również nie jest typowe dla współczesnych thrillerów. „Kansas” rozwija akcję dość spokojnie i więcej miejsca poświęca bohaterom oraz atmosferze niż widowiskowym scenom. Mimo tych niedoskonałości film pozostaje interesującym przykładem amerykańskiego kina końca lat 80. To opowieść o przypadku, złych decyzjach i konsekwencjach spotkania z niewłaściwym człowiekiem. „Kansas” nie jest klasycznym filmem sensacyjnym – bliżej mu do kameralnego thrillera i kina drogi, w którym zwyczajny człowiek próbuje wyrwać się z sytuacji, nad którą niemal całkowicie stracił kontrolę. Warto zobaczyć „Kansas” przede wszystkim dla duetu Andrew McCarthy–Matt Dillon oraz charakterystycznej atmosfery amerykańskiej prowincji. To nieco zapomniany film lat 80., który mimo upływu czasu potrafi zainteresować prostą, ale skutecznie budującą napięcie historią.

Komentarze