Jasne światła, wielkie miasto (1988) reż. James Bridges
Jamie Conway jest uzależnionym od narkotyków z obsesją na punkcie ex żony, sfrustrowanym pisarzem któremu nic w życiu dobrze nie wychodzi. Nie może się pogodzić z tym, że jego małżeństwo się rozpadło jak i ze śmiercią swojej matki.Film trochę chaotyczny i w sumie o niczym, ale jednak ta degrengolada i problemy protagonisty do mnie w pewnym stopniu przemówiły.Nierówny, ale coś tu jest...Świetny tytuł, trochę mniej świetny film. A zobaczyć Marty'ego McFly'a wciągającego kreskę to jakby pożegnać dzieciństwo:-P Fajny był ten jego pijany monolog.


